Ostatnio spotkałem się z dziwnym przypadkiem wirusa komputerowego który z uporem maniaka pojawiał sie na jednym komputerze, po wyleczeniu przez kilka dni był spokój a potem znowu wracał. Co dziwne nie było widać aby wirus dotarł na komputer przez internet, wszelkie drogi e-mail albo WWW sa albo zablokowane albo monitorowane i nic nie wskazywało na to aby tedy nastąpiło zarażenie. Komputer był sprawdzany kilkoma programami i żaden nie wykazywał obecności szkodnika po wyleczeniu.
A wszystkiemu winne były zdjęcia z Rodos
Atak wyglądał tak:
- osoba odwiedzająca Rodos pstrykała zdjęcia podczas urlopu
- aby dokładniej obejrzeć zdjęcia wstąpiła do kafejki internetowej gdzie na monitorze oglądała sobie zdjęcia,
- podłączając jednak USB aparatu spowodowała że na dysk aparatu wgrał się plik o nazwie rodos.exe i „new folder.exe” , aby jeszcze bardziej zwiększyć prawdopodobieństwo uruchomienia wirusa oba programy miały ikonki katalogów Windows, praktycznie były niezauważalne bo wyglądały jak katalogi
- osoba wraca z urlopu i chwali się zdjęciami w pracy uruchamia wirusa który wygląda jak katalog, kolejny komputer jest zarażony.
Ot i cała zagadka , wirus był umieszczony na USB sprytnie ukryty pomiędzy zdjęciami, osoba co jakiś czas podłączała USB i zaglądała do tych zdjęć jednocześnie infekując komputer.
Trzeba uważać , coraż bardziej uważać
Ostatnie komentarze